C10 to kanciasty SUV klasy średniej o długości 4739 mm i rozstawie osi 2825 mm. Design stawia na czyste płaszczyzny, gładki przód z ciągłym pasem świetlnym i opadające linie, które optycznie zmniejszają nadwozie. Żadnych efektownych krawędzi czy agresywnych masek, raczej skandynawska powściągliwość. Wygląda bardziej dorośle niż wiele innych chińskich nowości i na ulicy nie robi tandetnego wrażenia.

C10 jest wyraźnie ustawiony na wygodę. Zawieszenie łagodnie pochłania nierówności, na autostradzie kabina jest cicha, a auto zachowuje się stabilnie. Napęd na koła tylne daje podwoziu wyważenie, którego w tej klasie cenowej nie oczekujemy. Jednak gdy dodamy gazu w zakręcie, ujawnia się przechylanie nadwozia i auto sygnalizuje, że dynamiczna jazda nie jest jego mocną stroną. Kierownica jest lekka i bez wyraźnego sprzężenia zwrotnego. Kto szuka zwrotnego podwozia, powinien szukać gdzie indziej; kto chce spokojnego autostradowego krążownika dla rodziny, będzie zadowolony.

Największe zarzuty z testów, jak i od właścicieli, dotyczą systemów wspomagających. Adaptywny tempomat niepotrzebnie zwalnia przed zakrętami i przesadnie reaguje na pojazdy wjeżdżające na pas, a asystent utrzymywania pasa jest nerwowy. Wielu użytkowników wyłącza je więc na początku każdej jazdy. Leapmotor część zarzutów rozwiązał aktualizacją oprogramowania przez internet, ale dopracowanie wciąż odstaje od europejskiej konkurencji.
Podstawowa elektryczna C10 ma akumulator 69,9 kWh i deklarowany zasięg 425 km. W praktyce trzeba jednak liczyć się z rezerwą: w mieście zużycie utrzymuje się na poziomie 17-18 kWh na 100 km, ale na autostradzie przy 120 km/h skacze do 24-26 kWh, więc realny zasięg na długiej trasie spada poniżej 300 km. Główną słabością jest prędkość ładowania. Ładowanie prądem stałym osiąga maksymalnie 84 kW, co na dzisiejsze standardy jest niewiele i przy przystankach na autostradzie oznacza dłuższe czekanie niż u konkurencji. Mocniejsze wersje Pro Max i AWD jeżdżą już na architekturze 800V i ładują się znacznie szybciej, do 180 kW.

Wersja REEV jest najbardziej interesującym rozwiązaniem dla tych, którzy obawiają się ładowania. Na energii elektrycznej przejedzie według producenta 145 km (realnie raczej 100-130 km), a gdy akumulator się rozładuje, włącza się benzynowy generator i całkowity zasięg wydłuża się do tysiąca kilometrów. Haczyk tkwi w efektywności: gdy auto jedzie czysto na generatorze, zużycie wynosi około 6-8 litrów na 100 km, czyli więcej niż w klasycznym hybrydzie. Europejscy recenzenci chwalili kulturę i cichą pracę generatora, podczas gdy zamorscy testerzy przy gwałtownym przyspieszaniu narzekali na jego głośność. REEV ma więc sens głównie dla kogoś, kto większość kilometrów jeździ elektrycznie, a benzynę wykorzystuje tylko na okazjonalne dalekie podróże.
Wnętrze C10 to niespodzianka. Jakość materiałów, przeszycia i całościowe wykonanie sprawiają wrażenie klasy wyższej, niż wskazuje cena. Wyraźny fioletowy (aubergine) wariant tapicerki daje kabinie nieoczekiwanie premium charakter. Miejsca z tyłu jest na poziomie Enyaqu czy Modelu Y, podłoga jest płaska, a panoramiczny szyberdach rozjaśnia kabinę.

Wyposażenie standardowe jest bogate: podgrzewane i wentylowane fotele, system kamer z widokiem otoczenia, wbudowana kamera samochodowa (dash cam). Dwa haczyki psują jednak bardzo dobre pierwsze wrażenie. Bagażnik o objętości 435 litrów jest jak na wielkość auta raczej poniżej średniej, a w wersji REEV spada do 400 litrów. A dostęp do samochodu, zamiast klasycznego kluczyka, załatwia karta lub aplikacja, co właściciele na różnych rynkach zgodnie określają jako najbardziej irytującą cechę C10.

Centrum deski rozdzielczej dominuje 14,6-calowy ekran dotykowy uzupełniony mniejszym wyświetlaczem przed kierowcą. System działa sprawnie i jest graficznie dobrze wykonany, ale obsługuje się przez niego praktycznie wszystko, w tym klimatyzację i światła, więc podczas jazdy wymaga to przyzwyczajenia. Asystent głosowy nie mówi jeszcze po polsku.

Największym technologicznym niedociągnięciem jest brak Apple CarPlay i Android Auto. W samochodzie za blisko milion koron, który skądinąd celuje w nowoczesnego klienta, to wyczuwalny minus, który krytykują zarówno recenzenci, jak i właściciele. Leapmotor stawia na własną wbudowaną nawigację i aktualizacje przez internet, które jednak, jak wynika z relacji na forach, czasem cierpią na choroby wieku dziecięcego, od zapętlonych instalacji po problemy z parowaniem aplikacji.
Leapmotor C10 zdobył w teście Euro NCAP pełne pięć gwiazdek. Konkretnie 89% za ochronę dorosłych, 85% za ochronę dzieci, 77% za ochronę niechronionych uczestników ruchu i 76% za systemy wspomagające. Ocena pięciu gwiazdek pochodzi jednak z testu przeprowadzonego w grudniu 2024 roku, czyli według metodyki obowiązującej do końca 2025 roku. Euro NCAP od 2026 roku zasadniczo zaostrzył zasady, więc starszy wynik pięciu gwiazdek nie mówi, jak auto wypadłoby w nowej, bardziej rygorystycznej metodyce.
Do oceny długoterminowej niezawodności C10 jest wciąż za młody, statystyki TÜV czy podobne niezależne rankingi nie mówią o nim jeszcze nic. Zaplecze Stellantisu i sieć serwisowa Emil Frey dają jednak lepszy punkt wyjścia niż marki bez europejskiej struktury. Gwarancja 5 lat lub 150 000 km na samochód i 8 lat na akumulator należy do lepszej średniej.

Profesjonalne testy trwają z autem tydzień, właściciele żyją z nim miesiące. Zebraliśmy doświadczenia z długoterminowych testów oraz forów właścicielskich w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Australii i Nowej Zelandii, aby uzupełnić obraz o realne życie z C10.

Czeskie zainteresowanie C10 odpowiada wczesnej fazie sprzedaży. W 2025 roku zarejestrowano około 32 sztuk, przy czym zdecydowana większość przypadła na klientów firmowych i samego importera, P Automobil Import, który odnotował największą pojedynczą liczbę egzemplarzy jako samochody demonstracyjne i rejestracyjne. W 2026 roku obraz się jednak zmienia: liczba rejestracji rośnie, a największą grupą po raz pierwszy stają się osoby prywatne, na które w pierwszych miesiącach zarejestrowano ponad czternaście samochodów. C10 zaczyna więc docierać do prawdziwych klientów końcowych, nie tylko do flot firmowych i dealerskich.
W segmencie elektrycznych SUV-ów klasy średniej C10 stawia na niską cenę. Wobec benchmarków takich jak Škoda Enyaq czy Tesla Model Y oferuje porównywalną przestrzeń i zasięg za znacznie mniejsze pieniądze, choć za cenę wolniejszego ładowania i mniej dopracowanego oprogramowania.
Szczegółowe porównanie oferuje nasz porównywacz Leapmotor C10 vs Škoda Enyaq vs Tesla Model Y. Z pokrewnych modeli marki przetestowaliśmy również mniejszego Leapmotor B10 i miejskiego Leapmotor T03.
Jeśli szukasz dużego, przestronnego i przyzwoicie wyposażonego elektrycznego SUV-a za jak najmniej pieniędzy i nie przeszkadza ci wolniejsze ładowanie ani brak CarPlay, C10 jest jedną z najbardziej opłacalnych ofert na rynku. Wersja REEV ma poza tym sens dla każdego, kto obawia się ładowania lub często jeździ na długie trasy i nie chce zajmować się przystankami przy ładowarkach.
Jeśli dla ciebie ważne jest szybkie ładowanie, dopracowane systemy wspomagające, ostra jazda lub koniecznie potrzebujesz Apple CarPlay, lepiej dopłać za jednego z europejskich lub lepiej dopracowanych pod względem oprogramowania rywali. C10 to bardzo dobra baza z kilkoma niedociągnięciami, a właśnie cena sprawia, że warto mieć go na liście.